ILLUMInazioni, 54. Biennale Sztuki w Wenecji
ILLUMInazioni, the 54th Venice Biennale
Agata Nowosielska
12.10.2011
.jpg)
Wenecja, widok na Grand Canal z placu św. Marka, fot. Ania Szynwelska

Thomas Hirschhorn, Crystal of Resistance, Pawilon Szwajcarski, Giardini, (2011), fot. Ania Szynwelska

Thomas Hirschhorn, Crystal of Resistance, Pawilon Szwajcarski, Giardini, (2011), fot. Ania Szynwelska

Emily Wardill, Sick Serena and Dregs and Wreck and Wreck (2007),
16 mm film, 12 min, dzięki uprzejmości: Jonathan Viner, London




A Church of Fear vs. the Alien Within. Plan sceniczny Fluxus Oratory Schlingensiefa w Pawilonie Niemieckim,

A Church of Fear vs. the Alien Within, performance Ruhrtriennale, wrzesień 2008,
(c) David Baltzer/bildbuehne.de

A Church of Fear vs. the Alien Within, performance Ruhrtriennale, wrzesień 2008,
(c) David Baltzer/bildbuehne.de

Maurizio CattelanaTuryści, Pawilon Centralny, fot. Ania Szynwelska

Cai Zhisong, Cloud-Tea, (2011), fot. Ania Szynwelska

Wenecja, fot. Ania Szynwelska
Przypisy:
(1) Udo Kittelmann w rozmowie z Bice Curiger, Bice! „Kaleidoscope” , czerwiec 2011(nienumerowane strony).
(2) Adam Szymczyk w rozmowie z Bice Curiger, Bice! „Kaleidoscope” , czerwiec 2011(nienumerowane strony).
(3) Michelle Kuo, Light Impressions, „Artforum”, maj 2011, nr.9, s. 159.
(4) Tamże.
(5) Zob.www.futuregenerationartprize.org/news/51403 [data dostępu: 30.05.2011].
(6) Bice Curiger jest historyczką sztuki, założycielką pisma o sztuce Parkett , kuratorką Kunsthaus w Zurychu.
(7) Zob. na przykład: http://www.kwintessential.co.uk/cross-cultural/intercultural-communication-translation-news/2008/07/16/no-motto-please-were-british/ [data dostępu: 13.09.2011].
ILLUMInazioni, the 54th Venice Biennale
Agata Nowosielska
12.10.2011
Bice Curiger, kuratorka tegorocznego, 54. Biennale Sztuki w Wenecji w koncepcji wystawy nawiązała do idei narodowości i narodów, które prezentowane są tradycyjnie podczas tej światowej wystawy w odrębnych pawilonach. Podejście takie, uznane przez niektórych za archaiczne, według mnie okazało się w tym roku sukcesem, ponieważ po raz pierwszy w swej historii Biennale składa się z największej liczby pawilonów, bo aż 89 w porównaniu z 77 w poprzednim roku (łącznie swoje prace pokazuje 83 artystów), dając tym samym możliwość prezentacji narodom, które wcześniej były jej pozbawione. Kwestię obecności problemu nacji podjął w rozmowie z kuratorką dyrektor State Museums w Berlinie Udo Kittelmann pytając czy idea narodowości jest dla niej najważniejsza(1). Curiger odpowiedziała na zadane przez niego pytanie bezpośrednio – sztuka narodowa stała się właściwie leitmotivem Biennale.
.jpg)
Wenecja, widok na Grand Canal z placu św. Marka, fot. Ania Szynwelska
Dyrektor Kunsthalle w Bazylei, Adam Szymczyk, zadał z kolei Bice Curiger pytanie o interpretację słowa olśnienie(2). Curiger podkreśliła poprzez jego użycie znaczenie myśli powstałych w kontakcie ze sztuką i zdolności sztuki do wyostrzania narzędzi percepcji. Cała uwaga skupiona została na „świetle” doświadczenia, na epifaniach podpartych intelektualnym zrozumieniem. Redaktorka „Artforum” Michelle Kuo w rozmowie z Bice Curiger również zwróciła uwagę na sam tytuł Biennale ILLUMInazioni (ILLUMInacje)(3). Oprócz odniesienia do Oświecenia, podkreśliła kierunki i rodzaje komunikacji bądź jej brak, a także na narodowe języki i ich tłumaczenie. Tytuł Biennale to nie tylko odnośnik do światła w sztukach pięknych, ale i bardziej skomplikowany semantycznie temat. Curiger nawiązuje do Nicholasa Bourriaud, konkretnie do książki Radicant, wysnuwając tezę, że warto walczyć o pewne idee modernizmu i Oświecenia, takie jak idealizacja rozumu(4).
W tekście tym chciałabym zwrócić szczególną uwagę na wątek brytyjski. Będzie to jednocześnie subiektywna podróż po Arsenale i Giardini tropem mych ulubionych artystów. Na kilka zaledwie dni stałam się flâneurem notującym w głowie sztukę.
Thomas Hirschhorn, Crystal of Resistance, Pawilon Szwajcarski, Giardini, (2011), fot. Ania Szynwelska
Thomas Hirschhorn, Crystal of Resistance, Pawilon Szwajcarski, Giardini, (2011), fot. Ania Szynwelska
Światło Brytyjczyków
W Arsenale wszystkie drogi prowadziły do 24-godzinnego found footage Amerykanina Christiana Marclaya zatytułowanego Clock (artysta dostał za niego Złotego Lwa, główną nagrodę przyznawaną na Biennale). Clock to zmontowane w genialny sposób fragmenty pochodzące głównie z francuskich, brytyjskich i amerykańskich filmów, w których przewija się wątek upływającego czasu, co też artysta próbuje oddać w sposób dosłowny – co do minuty.
Zanim jednak doszłam do tej wielkiej projekcji, natrafiłam na 16-milimetrowy film Emily Wardill z 2007 roku. Zainstalowana w niewielkim boxie praca zatytułowana Sick Serena and Dregs and Wreck and Wreck okazała się być kombinacją obrazów pochodzących z witraży kościelnych i zbudowanej również na zasadzie found footage narracji autorki. Film przybiera postać melodramatu – formy, która interesuje artystkę i stanowi zarazem rodzaj blefu, ponieważ przemycana jest tu krytyka polityki. W średniowieczu witraże służyły do oficjalnej komunikacji z rzeszą niepiśmiennych ludzi, Wardill używa zaś takiej formy wizualnej, aby przemycić współczesną retorykę polityczną. Podważa hierarchiczną strukturę wiedzy, proponując możliwe moduły estetyczne. Jej praca inspirowana jest tekstami filozoficznymi, historią teatru i źródłami historycznymi. Powstały w oparciu o teksty Jacques’a Ranciéra i Johna Ruskina film dekonstruuje swój własny język wizualny, opiera się ustanowionej analizie czy sposobowi odczytywania. Jest to mieszanka średniowiecznej ikonografii, współczesnych odniesień i komedii slapstickowej, rodzaj halucynacji, ćwiczenia performatywnego naszpikowanego społecznymi odniesieniami. Artystka przeprowadza psychologiczne dochodzenie, badając w jaki sposób natura ludzka stwarza iluzje, które później nazywane są rzeczywistością. Jej inspiracją jest twórczość Rainera Wernera Fassbindera, w którego filmach aktorzy przypominają postaci zredukowane do prostych barw – czerwieni, niebieskiego, zieleni i różu. Postaci wycięte jakby z tektury, które ożywają pod wpływem światła.

Emily Wardill, Sick Serena and Dregs and Wreck and Wreck (2007),
16 mm film, 12 min, dzięki uprzejmości: Jonathan Viner, London

Emily Wardill, Sick Serena and Dregs and Wreck and Wreck (2007),
16 mm film, 12 min, dzięki uprzejmości: Jonathan Viner, London
16 mm film, 12 min, dzięki uprzejmości: Jonathan Viner, London
Pisząc o Emily Wardill, chciałabym jeszcze wspomnieć o Future Generation Art Prize ufundowanej przez Victor Pinchuk Foundation(5). Jest to konkurs stanowiący wydarzenie towarzyszące Biennale, a jedną z prezentowanych tam artystek jest właśnie Wardill. Jej film Game Keepers without Game z 2009 roku oparty jest na sztuce Pedro Calderóna de la Barca Życie jest Snem (La Vida es Sueño, 1636). XVII-wieczny dramat zostaje jednak przeniesiony w realia współczesnego Londynu. Narracja dotyczy historii trudnego powrotu dziecka, które straciło swój rodzinny dom – tym samym film wpisuje się we współczesny brytyjski kontekst. Siedemnastolatka Stay zostaje adoptowana, kiedy jej ojciec próbuje pozbawić ją domu. Realia są brutalne: „Jesteśmy w Londynie. Są domy, okna, drzwi, dwoje oczu, nos i usta, uszy i inne” – mówi bohaterka. Sylwetki bohaterów przedstawione są w szczegółach: znamy ich imiona, wiek, zawód. Muzyka w tle to rytmiczny bęben podkreślający tylko „stan rzeczy”. Fragmenty dialogów sięgające od zwykłej pogawędki aż do refleksji nad strukturą powieściową nie łączą się, a raczej zmierzają gdzieś w inny wymiar.

Emily Wardill, Game Keepers without Game (2009),
video projection, 72 min, dzięki uprzejmości: Jonathan Viner, London
**
Odwiedzających Pawilon Brytyjski wpuszczał do środka wolontariusz stojący za stołem pokrytym stertą dzienników „Financial Times”. Już od samego wejścia nie zapowiadało się tak spokojnie jak w 2007 roku, kiedy gościła tu Tracey Emin. Praca I, Impostor Michaela Nelsona reprezentującego w tym roku Wielką Brytanię w jej pawilonie, powstała w oparciu o kluczową realizację poprzedniej dekady tego artysty: Magazin: Büyük Valide Han zbudowany na XVIII Międzynarodowe Biennale w Istambule w 2003 roku. Praca ta to ciemny labirynt, klaustrofobiczne, stylizowane na XVII wiek pomieszczenia i sklepienia oraz ciemnia fotograficzna. Rozpoznanie architektury brytyjskiego pawilonu okazało się niemożliwe, ponieważ ta najdroższa spośród prezentowanych na Biennale (wykonana za kwotę 500,000 USD) struktura skutecznie utrudniała orientację w przestrzeni. Nelson (reprezentowany przez londyńską organizację non profit Matt’s Gallery, galerię Franco Noero z Turynu oraz nowojorską 303 Gallery) przepracował i przeniósł do Wenecji swoją poprzednią instalację, łącząc tym samym oś wschód-zachód – eksportujący bogactwa Bizancjum Istambuł z importującą je Wenecją. Przenosząc do XIX-wiecznego budynku Pawilonu Brytyjskiego pracę, która powstała w XVII-wiecznej części Istambułu, artysta odtworzył usytuowane na poddaszu ciemnie fotograficzne, korytarze, piwnice budynku usytuowanego wcześniej w handlowej dzielnicy Turcji (pełniącego pierwotnie funkcję zajazdu, a potem aż do czasów obecnych miejsca wytwarzania rzemiosła artystycznego). Nelsonowi udało się wprowadzić odbiorcę w przestrzeń gdzieś pomiędzy kulturami i poza czasem, do pracowni fotograficznej bohatera, niczym z powieści Biały Zamek Orphana Pamuka będącej historią XVII-wiecznego Wenecjanina, który został porwany do Istambułu przez tureckich piratów. Instalacje Nelsona są często fikcją, opowieścią o wyobcowaniu. Przykładem może być tu Rafa Koralowa inspirowana literaturą Borgesa, która przyniosła Nelsonowi nominację do nagrody Turnera w 2001 roku (prezentowana w Tate Britain do końca 2011 roku), a która składa się z piętnastu pokoi i szeregu korytarzy.

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council

Mike Nelson: I, IMPOSTOR (2011), Installation, British Pavilion; Venice Biennale 2011.
fot. Cristiano Corte, dzięki uprzejmości: British Council
Spacerując po Pawilonie Brytyjskim przypomniałam sobie pracę Roberta Kuśmirowskiego Bunkier z 2009 roku, pokazywaną podczas Polska! Year w Wielkiej Brytanii, której odbiorca znajdował się w emanujących grozą opustoszałych pomieszczeniach starego bunkra. Podobnie czułam się w aranżacji Michaela Nelsona. Instalacja opowiadała o miejscu zapomnianym przez ludzi, miejscu w którym strach było przebywać.
Śmierć w Wenecji
Nie sposób jednak nie wspomnieć o zwycięzcach. Złotego Lwa za najlepszy pawilon otrzymali w tym roku Niemcy, prezentujący twórczość Christopha Schlingensiefa z zajmującą centralne miejsce instalacją A Church of Fear vs. The Alien Within. Cała przestrzeń pawilonu została zaaranżowana w formę kościoła, z nawą główną, ołtarzem, ławkami. Schlingensief, który zmarł podczas pracy nad pawilonem, ukazał zmaganie ze śmiercią i chorobą, prezentując zapis wideo swojego cierpienia na telebimach. Z obydwu stron pawilonu można było zobaczyć zarówno jego filmografię (spędziłam tam prawie cały dzień oglądając dzieła takie jak Menu Total, 100 lat Adolfa Hitlera, czy United Trash będące krytyką ONZ) jak i dokumentację projektu zbudowania opery w sercu Afryki.

Egomania (1986), reżyseria: Christoph Schlingensief (c) Filmgalerie 451

A Church of Fear vs. the Alien Within. Plan sceniczny Fluxus Oratory Schlingensiefa w Pawilonie Niemieckim,
widok ołtarza z projekcją filmu, fot. (c) Roman Mensing, artdoc.de

A Church of Fear vs. the Alien Within, performance Ruhrtriennale, wrzesień 2008,
(c) David Baltzer/bildbuehne.de

A Church of Fear vs. the Alien Within, performance Ruhrtriennale, wrzesień 2008,
(c) David Baltzer/bildbuehne.de
W Pawilonie Centralnym z kolei, do którego wchodziło się mijając przewrotną instalację Maurizio Cattelana Turyści (składającą się z wypchanych gołębi na gzymsach) najbardziej zaskakiwał Jacopo Tintoretto. Ekspozycja Biennale została pomyślana jako „przestrzeń”, w której łączą się różne historyczne „momenty”, oddając koncepcję kuratorską opartą na odkryciach, epifaniach, na „rzucaniu światła” na samą istotę instytucji, co zaznaczone zostało właśnie między innymi poprzez obecność obrazów Tintoretta, malarza światła. Gigantyczna Ostatnia Wieczerza z weneckiego kościoła San Giorgio Maggiore może zaskoczyć odbiorcę, który spodziewał się tu raczej spotkania ze sztuką współczesną. Bice Curiger tłumaczy swój wybór okazją do złamania konwencji art worldu(6). Sama przynależąc do tak zwanego pokolenia Bildungsbürger, czyli pokolenia znającego kanony zachodniej kultury, wychowanego na Goethem i Schillerze, zadaje pytanie o fundamenty świata ery globalizacji. Curiger zaznacza, że łatwo przy takim wydarzeniu, jakim jest Biennale o globalny pastisz, z którego mogłoby wynikać, że wszystko jest takie same. Przeciwnie – Curiger próbuje negocjacji. Przykładem są „parapawilony”, stanowiące alternatywę dla pawilonów narodowych. Ideą „parapawilonów” jest możliwość zaproszenia artystów do przestrzeni zaprojektowanej przez innych artystów, tak jak to się stało w przypadku instalacji Moniki Sosnowskiej, w przestrzeni której eksponowane były zdjęcia Davida Goldblatta.
Maurizio CattelanaTuryści, Pawilon Centralny, fot. Ania Szynwelska
Postscriptum
Michael Nelson unika mówienia o „brytyjskości”, jego praca nie dotyczy jednej tylko nacji. Instalacja, która zaanektowała przestrzeń Pawilonu byłego Imperium Kolonialnego stanowi rodzaj metafory o współczesnej kulturze, jej wyczerpaniu z jednej strony, a z drugiej – o możliwości jej ożywienia: na stole leżą młotki, narzędzia, po które można sięgnąć, aby ich użyć. Jego praca to symbol przemieszczania się i opuszczania własnego kraju w drodze do Wenecji artystów z odległych zakątków świata, prezentujących czasami po raz pierwszy swe prace podczas Biennale, wielkiej międzynarodowej imprezy.
Wardill mówi natomiast o niechęci Brytyjczyków do podkreślania swej odrębności niczym znane motto: No Motto please, we’re British(7).
Cai Zhisong, Cloud-Tea, (2011), fot. Ania Szynwelska
Wenecja, fot. Ania Szynwelska
Przypisy:
(1) Udo Kittelmann w rozmowie z Bice Curiger, Bice! „Kaleidoscope” , czerwiec 2011(nienumerowane strony).
(2) Adam Szymczyk w rozmowie z Bice Curiger, Bice! „Kaleidoscope” , czerwiec 2011(nienumerowane strony).
(3) Michelle Kuo, Light Impressions, „Artforum”, maj 2011, nr.9, s. 159.
(4) Tamże.
(5) Zob.www.futuregenerationartprize.org/news/51403 [data dostępu: 30.05.2011].
(6) Bice Curiger jest historyczką sztuki, założycielką pisma o sztuce Parkett , kuratorką Kunsthaus w Zurychu.
(7) Zob. na przykład: http://www.kwintessential.co.uk/cross-cultural/intercultural-communication-translation-news/2008/07/16/no-motto-please-were-british/ [data dostępu: 13.09.2011].








