Kim wobec tego są ONI i czy mogą zagrażać poczuciu naszego MY? Czy doświadczenie ropłynięcia się MOJEJ a potem NASZEJ tożsamości w jakimś pojemniejszym „zbiorniku” przynależności przyniesie chwilową ulgę, da wytchnienie w niekończącym się wysiłku określania siebie? Czy może będzie to raczej bolesna i uciążliwa ingerencja w moją (lub naszą) niepodległość, w niezawisłość granic? Czy zawsze określamy się względem czegoś, co patrzy na nas z zewnątrz? Tego, co stwarza nas tak samo, jak i my stwarzamy to, co tam, poza granicą nas samych się znajduje...>>