Sny i rzeczy
Sny i rzeczy [Dreams and Things]
Sny i rzeczy [Dreams and Things]
Dlaczego o surrealizmie? Co to jest surrealizm i czy są nam potrzebne w ogóle takie definicje? Takie wyciągane z lamusa modernizmu-izmy? To właśnie cały problem z definicjami: tak trudno ułożyć je w zadowalający sposób, tak łatwo potem przywierają zasłaniając sobą zarówno to, co znalazło się przypadkowo w ich zasięgu, a także to, co równie przypadkowo zostało poza. Potem, po latach te obrzeża i peryferia wydają się zawsze bardziej interesujące, może nawet bardziej ważne. Choćby z powodu odświeżającego powiewu egzotyki, której przecież, przynajmniej od czasu do czasu, tak potrzebujemy. W gruncie rzeczy definicje utrudniają nam swobodne mówienie o świecie, lecz bez nich byłoby chyba jeszcze ciężej. Wygląda na to, że już nic lepszego nie wymyślimy. A tu odzywa się też przecież owa naturalna skłonność rozumu ludzkiego do lenistwa, czemu nikt z nas podejrzewam nie ośmieliłby się zaprzeczyć. Jedyną drogą jaka nam pozostaje jest więc chyba podtrzymywanie ciągłego procesu redefiniowania otaczającej nas rzeczywistości zarówno tej symbolicznej, jak i tej symbolicznie zmiennej.

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych – w przedmowie do książki Michael Foucault wspomina: „Ta książka zrodziła się z tekstu Borgesa. Ze śmiechu, który w trakcie tej lektury wstrząsa podstawami myślenia, właściwego naszym czasom i naszemu miejscu na świecie – śmiechu podważającego wszelkie uporządkowane płaszczyzny i podziały, które mądrze tłumaczą nam obfitość istnień, podminowującego i na długo pozbawiającego oczywistości naszą tysiącletnią praktykę Tego Samego i Innego. Tekst ten cytuje << pewną encyklopedię chińską >>, gdzie napisane jest, że << zwierzęta dzielą się na: a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny, f) fantastyczne, g) bezpańskie psy, h) włączone do niniejszej klasyfikacji, i) miotające się jak szalone, j) niezliczone, k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia, l) et cetera, m) które właśnie rozbiły wazon, n) które z daleka podobne są do much >>. Osłupienie ową taksonomią uświadamia nam nagle, że to, co pod przykrywką apologu miało uchodzić za egzotyczny urok innego myślenia, jest granicą naszej myśli – czystą niemożliwością myślenia w taki sposób”.

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Nieoczekiwane spotkania parasolki i maszyny do szycia zdarzają się zawsze i wszędzie, trzeba tylko dać im szansę, zostawić im trochę wolnej, swobodnej przestrzeni. Czy to największy spadek po surrealizmie? Dopuszczenie możliwości istnienia nieidealnego świata. Hasło Changer la vie oznacza, że mamy wcale niezłe pole do popisu. Tkwi w nim naprawdę ogromny potencjał. Dla mnie osobiście problem polegał i pewnie polega nadal na ścieraniu się teorii i praktyki. Czy możemy mieć dziś pretensje do surrealistów o to, że nie udało im się w pełni zrealizować wysuniętych wtedy ambitnych postulatów? Czy sami jednak realizujemy je dzisiaj? Problem teorii i praktyki jest tu ważny, gdyż postrzegam surrealizm głównie jako projekt polityczny, bardziej na pewno, niż estetyczny.
W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich lat powstało dość sporo publikacji, wystaw i innych wydarzeń odwołujących się do tamtych idei i pokazujących je w różnych kontekstach i na różnych poziomach. Wydaje się, że i w Polsce wzrasta zainteresowanie tą tematyką. Ukazało się na przykład dotychczas kilka publikacji, a jak wiem z bardzo wiarygodnych źródeł, wkrótce opublikowane zostaną następne. Naczelnym pytaniem wciąż jednak pozostaje: czy surrealizm w Polsce w ogóle zaistniał? Cóż takiego musieliśmy wyprzeć z naszej zbiorowej świadomości, że aż tak się go boimy?

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Surrealizm, myślę, może stać się ciekawym punktem odniesienia dla re-definiowania sztuki polskiej ostatniego półwiecza. To ciekawe, ale w Polsce mówienie o sztuce zaczyna się najczęściej od przywoływania malarstwa. W wypadku surrealizmu nie jest to do końca trafny pomysł, bo on ogólnie chyba najmniej sprawdza się w malarstwie. O ile więcej na temat cudowności obrazu może przekazać film! Źródeł surrealizmu, o czym mówi w publikowanej tu rozmowie Agnieszka Taborska, należałoby szukać w działającej na wyobraźnię literaturze. Bo takie też były jego założenia – działać na wyobraźnię. A ponieważ Lautréamont pisał swoje utwory na fortepianie, surrealizm nierozłącznie powiązał się z muzyką i przestrzenią. Jego, odziedziczone po dadaizmie, zainteresowanie przedmiotem i odkrywaniem nowych wymiarów, sprawdzało się zawsze i sprawdza się do dziś we wszystkich realizacjach korzystających z możliwości wykorzystania nie tylko danej szerokości i długości. I w ten właśnie sposób bada najlepiej głębiny niezmierzonych światów. Ale to również dowód na to, że zainteresowany jest rzeczywistością, nie unieważnia jej, lecz przeciwnie – fascynuje się realnością, na przykład życiem miasta, odkrywając zupełnie nowe sposoby patrzenia na nie, nie waha się zauważać rzeczy, których istnienie dotychczas pozostawało wymownie przemilczane. Jeśli popada w sen, to tylko po to, aby nadać snom, śnieniu i wyobraźni rangę równorzędnej rzeczywistości.

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
W tekście Szalona miłość... skupiam się głównie na jednej tylko rzeźbie Aliny Szapocznikow Szalonej białej narzeczonej z 1971 roku. Zrobiła ona na mnie duże wrażenie, gdy widziałam ją wiosną zeszłego roku na wystawie w warszawskim MSN. Chcę patrzeć na nią w kontekście rozwoju drogi artystycznej tej rzeźbiarki, odnajdując jednocześnie punkty styczne pomiędzy nią, a tradycją surrealizmu. I nie chodzi tu tylko o zainteresowanie tematyką erotyzmu, który przecież znajdował się w samym centrum surrealnych zainteresowań. Powiedzieć o Alinie Szapocznikow, że była surrealistką, jest to może nazbyt odważne, może też zbytnio dla tej twórczości wiążące, ale pragnę jednak rozwijać ten temat. Na marginesie – ciekawa obserwacja. W znanej (i dziwnej) książce Andrzeja Banacha O polskiej sztuce fantastycznej o Alinie Szapocznikow nie wspomniano ani słowa, są za to reprodukcje dwóch jej prac...

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Dzięki Henrykowi Wańkowi i jego Świątyni w gruzach udało się dotrzeć do historycznych i ideowych źródeł surrealizmu, sięgających znacznie dalej i głębiej, niż poezja Apollinaire'go, bo aż do labiryntu ukrytego we wnętrzu góry Moria, na której wierzchołku znajduje się anielska drabina do nieba widoczna tylko przez sen, a której szczeble, są do dziś dzień, jako cenne relikwie przechowywane w zbiorach różnych czcigodnych przybytków.
Tak często niestety bagatelizowany kontekst filozoficzny surrealizmu przybliża też Katarzyna Kasia, rysująca rodzaj osobistej mapy-przewodnika po Przestrzeni ponadrealnej, wiodącej nas poprzez meandry podświadomości w kierunku Dzikiej planety, czyli pustyni nieświadomego, aby wreszcie zadać pytanie o sensowność tworzenia nowych światów – biorąc zwłaszcza pod uwagę, ile kłopotów mamy zazwyczaj z tym jednym, najszczęśliwszym.

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
I jest to chyba dobry moment i kontekst, aby napisać coś na temat towarzyszącego tym słowom materiału ilustracyjnego. Zdjęcia pokazują fragmenty pracy Jumany Emil Abboud, artystki pochodzącej z Jerozolimy, a wykonane zostały przeze mnie na zeszłorocznych Biennale w Istambule kuratorowanych przez kolektyw WHW, zatytułowanych What keeps mankind alive?. Udokumentowane tu kilka klatek z filmu Pomegranate (2005) oddają w skrócie treść tej pracy: kadr pokazuje ręce wkładające ziarna granatu do pustej łupiny owocu, ziarenko po ziarenku łupina wypełnia się na nowo. Jak czytamy w biennalowym przewodniku: „Ten żmudny i pozornie pozbawiony sensu pokaz jest obsesyjnym gestem, który stara się unieważnić skutki brutalnego wyparcia”. Czy możemy dokonać rzeczy niemożliwych? Jeśli tak, to po prostu opłaca się spróbować. Jeśli nie, to i tak wszystko jedno.


Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Surrealizm to temat tak obszerny, że nawet do głowy by nam nie przyszło, aby rościć sobie ambicje do przedstawienia jego problematyki i jego zagadnień w jakiś wyczerpujący, czy też przekrojowy sposób. W prezentowanych tu tekstach pojawia się tylko kilka osób, kilka nazwisk. Może dość przypadkowych, może dość oczywistych. Co ciekawe, to właściwie wyłącznie męskie grono. Surrealiści, którzy pod płaszczykiem otwartości ukrywali mizoginię, a snuciem rewolucyjnych wizji przemiany społeczeństwa maskowali nierzadko swe drobnomieszczańskie przyzwyczajenia, paradoksalnie zdominowali także tę przestrzeń, tak jak na słynnym kolażu René Magritte, na którym kobieta pozornie znajduje się w centrum. Ale pozory, jak wiadomo, mylą i podążając tropem owej ….[kobiety] ukrytej w lesie, natykamy się trochę później na twórczość polskich rzeźbiarek. Bowiem niekonsekwencja, czy też hipokryzja surrealistów nie oznacza wcale, że nie możemy odnaleźć w głoszonych przez nich ideach potencjału pozwalającego nie tylko przedefiniować nasze definicje, ale może nawet, kto wie – przewartościować nasze życie, gdyż jak zauważyliśmy na samym początku, jest ono zmienne. Na początek jednak twórczość rzeźbiarek, rzeźbiarek, bo obok tekstu poświęconego pracy Aliny Szapocznikow pojawi się już niedługo Sztuka Marii Pinińskiej-Bereś i surrealistycznie rozumiana korporalność autorstwa Ewy Małgorzaty Tatar, która w tym właśnie momencie niezwykle symbolicznie opuszcza nasz stary kontynent i przemierzając ocean chmur na pokładzie latającej maszyny cięższej, niż powietrze, szybuje ku nowemu światu. Plus, być może w najbliższym czasie, jeszcze coś węcej, niestety – tym razem wszystko tylko w polskiej wersji językowej, nad czym bardzo ubolewam.

Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Myśląc o surrealizmie, chciałam zmierzyć się z tematem snów, przedmiotów, rzeczywistości, teorii i praktyki i ich wzajemnych relacji, a także wyjść w tych poszukiwaniach nieco poza sztukę. Czy ten zamysł udało się zrealizować właściwie nie wiadomo, gdyż spora część wszystkiego odbywa się, jak zwykle, w podświadomości...
Nad tym zaś unosi się, dość spontanicznie, duch Guillaume Apollinaire'a. Skąd się tu wziął – nie wiadomo. Być może, drwiąc sobie z praw chronologii, uleciał wprost z jakiegoś wiktoriańskiego seansu spirytystycznego. Bez względu jednak od jak dawna i jak bardzo wybornym jest trupem, Wilhelm Apolinary Kostrowicki stanowi wciąż żywy dowód na to, że polski surrealizm jest możliwy!
Kamila Wielebska
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Słowa i rzeczy. Archeologia nauk humanistycznych – w przedmowie do książki Michael Foucault wspomina: „Ta książka zrodziła się z tekstu Borgesa. Ze śmiechu, który w trakcie tej lektury wstrząsa podstawami myślenia, właściwego naszym czasom i naszemu miejscu na świecie – śmiechu podważającego wszelkie uporządkowane płaszczyzny i podziały, które mądrze tłumaczą nam obfitość istnień, podminowującego i na długo pozbawiającego oczywistości naszą tysiącletnią praktykę Tego Samego i Innego. Tekst ten cytuje << pewną encyklopedię chińską >>, gdzie napisane jest, że << zwierzęta dzielą się na: a) należące do Cesarza, b) zabalsamowane, c) tresowane, d) prosięta, e) syreny, f) fantastyczne, g) bezpańskie psy, h) włączone do niniejszej klasyfikacji, i) miotające się jak szalone, j) niezliczone, k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia, l) et cetera, m) które właśnie rozbiły wazon, n) które z daleka podobne są do much >>. Osłupienie ową taksonomią uświadamia nam nagle, że to, co pod przykrywką apologu miało uchodzić za egzotyczny urok innego myślenia, jest granicą naszej myśli – czystą niemożliwością myślenia w taki sposób”.
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Nieoczekiwane spotkania parasolki i maszyny do szycia zdarzają się zawsze i wszędzie, trzeba tylko dać im szansę, zostawić im trochę wolnej, swobodnej przestrzeni. Czy to największy spadek po surrealizmie? Dopuszczenie możliwości istnienia nieidealnego świata. Hasło Changer la vie oznacza, że mamy wcale niezłe pole do popisu. Tkwi w nim naprawdę ogromny potencjał. Dla mnie osobiście problem polegał i pewnie polega nadal na ścieraniu się teorii i praktyki. Czy możemy mieć dziś pretensje do surrealistów o to, że nie udało im się w pełni zrealizować wysuniętych wtedy ambitnych postulatów? Czy sami jednak realizujemy je dzisiaj? Problem teorii i praktyki jest tu ważny, gdyż postrzegam surrealizm głównie jako projekt polityczny, bardziej na pewno, niż estetyczny.
W Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych w ciągu ostatnich lat powstało dość sporo publikacji, wystaw i innych wydarzeń odwołujących się do tamtych idei i pokazujących je w różnych kontekstach i na różnych poziomach. Wydaje się, że i w Polsce wzrasta zainteresowanie tą tematyką. Ukazało się na przykład dotychczas kilka publikacji, a jak wiem z bardzo wiarygodnych źródeł, wkrótce opublikowane zostaną następne. Naczelnym pytaniem wciąż jednak pozostaje: czy surrealizm w Polsce w ogóle zaistniał? Cóż takiego musieliśmy wyprzeć z naszej zbiorowej świadomości, że aż tak się go boimy?
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Surrealizm, myślę, może stać się ciekawym punktem odniesienia dla re-definiowania sztuki polskiej ostatniego półwiecza. To ciekawe, ale w Polsce mówienie o sztuce zaczyna się najczęściej od przywoływania malarstwa. W wypadku surrealizmu nie jest to do końca trafny pomysł, bo on ogólnie chyba najmniej sprawdza się w malarstwie. O ile więcej na temat cudowności obrazu może przekazać film! Źródeł surrealizmu, o czym mówi w publikowanej tu rozmowie Agnieszka Taborska, należałoby szukać w działającej na wyobraźnię literaturze. Bo takie też były jego założenia – działać na wyobraźnię. A ponieważ Lautréamont pisał swoje utwory na fortepianie, surrealizm nierozłącznie powiązał się z muzyką i przestrzenią. Jego, odziedziczone po dadaizmie, zainteresowanie przedmiotem i odkrywaniem nowych wymiarów, sprawdzało się zawsze i sprawdza się do dziś we wszystkich realizacjach korzystających z możliwości wykorzystania nie tylko danej szerokości i długości. I w ten właśnie sposób bada najlepiej głębiny niezmierzonych światów. Ale to również dowód na to, że zainteresowany jest rzeczywistością, nie unieważnia jej, lecz przeciwnie – fascynuje się realnością, na przykład życiem miasta, odkrywając zupełnie nowe sposoby patrzenia na nie, nie waha się zauważać rzeczy, których istnienie dotychczas pozostawało wymownie przemilczane. Jeśli popada w sen, to tylko po to, aby nadać snom, śnieniu i wyobraźni rangę równorzędnej rzeczywistości.
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
W tekście Szalona miłość... skupiam się głównie na jednej tylko rzeźbie Aliny Szapocznikow Szalonej białej narzeczonej z 1971 roku. Zrobiła ona na mnie duże wrażenie, gdy widziałam ją wiosną zeszłego roku na wystawie w warszawskim MSN. Chcę patrzeć na nią w kontekście rozwoju drogi artystycznej tej rzeźbiarki, odnajdując jednocześnie punkty styczne pomiędzy nią, a tradycją surrealizmu. I nie chodzi tu tylko o zainteresowanie tematyką erotyzmu, który przecież znajdował się w samym centrum surrealnych zainteresowań. Powiedzieć o Alinie Szapocznikow, że była surrealistką, jest to może nazbyt odważne, może też zbytnio dla tej twórczości wiążące, ale pragnę jednak rozwijać ten temat. Na marginesie – ciekawa obserwacja. W znanej (i dziwnej) książce Andrzeja Banacha O polskiej sztuce fantastycznej o Alinie Szapocznikow nie wspomniano ani słowa, są za to reprodukcje dwóch jej prac...
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Dzięki Henrykowi Wańkowi i jego Świątyni w gruzach udało się dotrzeć do historycznych i ideowych źródeł surrealizmu, sięgających znacznie dalej i głębiej, niż poezja Apollinaire'go, bo aż do labiryntu ukrytego we wnętrzu góry Moria, na której wierzchołku znajduje się anielska drabina do nieba widoczna tylko przez sen, a której szczeble, są do dziś dzień, jako cenne relikwie przechowywane w zbiorach różnych czcigodnych przybytków.
Tak często niestety bagatelizowany kontekst filozoficzny surrealizmu przybliża też Katarzyna Kasia, rysująca rodzaj osobistej mapy-przewodnika po Przestrzeni ponadrealnej, wiodącej nas poprzez meandry podświadomości w kierunku Dzikiej planety, czyli pustyni nieświadomego, aby wreszcie zadać pytanie o sensowność tworzenia nowych światów – biorąc zwłaszcza pod uwagę, ile kłopotów mamy zazwyczaj z tym jednym, najszczęśliwszym.
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
I jest to chyba dobry moment i kontekst, aby napisać coś na temat towarzyszącego tym słowom materiału ilustracyjnego. Zdjęcia pokazują fragmenty pracy Jumany Emil Abboud, artystki pochodzącej z Jerozolimy, a wykonane zostały przeze mnie na zeszłorocznych Biennale w Istambule kuratorowanych przez kolektyw WHW, zatytułowanych What keeps mankind alive?. Udokumentowane tu kilka klatek z filmu Pomegranate (2005) oddają w skrócie treść tej pracy: kadr pokazuje ręce wkładające ziarna granatu do pustej łupiny owocu, ziarenko po ziarenku łupina wypełnia się na nowo. Jak czytamy w biennalowym przewodniku: „Ten żmudny i pozornie pozbawiony sensu pokaz jest obsesyjnym gestem, który stara się unieważnić skutki brutalnego wyparcia”. Czy możemy dokonać rzeczy niemożliwych? Jeśli tak, to po prostu opłaca się spróbować. Jeśli nie, to i tak wszystko jedno.
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Surrealizm to temat tak obszerny, że nawet do głowy by nam nie przyszło, aby rościć sobie ambicje do przedstawienia jego problematyki i jego zagadnień w jakiś wyczerpujący, czy też przekrojowy sposób. W prezentowanych tu tekstach pojawia się tylko kilka osób, kilka nazwisk. Może dość przypadkowych, może dość oczywistych. Co ciekawe, to właściwie wyłącznie męskie grono. Surrealiści, którzy pod płaszczykiem otwartości ukrywali mizoginię, a snuciem rewolucyjnych wizji przemiany społeczeństwa maskowali nierzadko swe drobnomieszczańskie przyzwyczajenia, paradoksalnie zdominowali także tę przestrzeń, tak jak na słynnym kolażu René Magritte, na którym kobieta pozornie znajduje się w centrum. Ale pozory, jak wiadomo, mylą i podążając tropem owej ….[kobiety] ukrytej w lesie, natykamy się trochę później na twórczość polskich rzeźbiarek. Bowiem niekonsekwencja, czy też hipokryzja surrealistów nie oznacza wcale, że nie możemy odnaleźć w głoszonych przez nich ideach potencjału pozwalającego nie tylko przedefiniować nasze definicje, ale może nawet, kto wie – przewartościować nasze życie, gdyż jak zauważyliśmy na samym początku, jest ono zmienne. Na początek jednak twórczość rzeźbiarek, rzeźbiarek, bo obok tekstu poświęconego pracy Aliny Szapocznikow pojawi się już niedługo Sztuka Marii Pinińskiej-Bereś i surrealistycznie rozumiana korporalność autorstwa Ewy Małgorzaty Tatar, która w tym właśnie momencie niezwykle symbolicznie opuszcza nasz stary kontynent i przemierzając ocean chmur na pokładzie latającej maszyny cięższej, niż powietrze, szybuje ku nowemu światu. Plus, być może w najbliższym czasie, jeszcze coś węcej, niestety – tym razem wszystko tylko w polskiej wersji językowej, nad czym bardzo ubolewam.
Jumana Emil Abboud, Pomegranate, 2005, fot. K. Wielebska
Myśląc o surrealizmie, chciałam zmierzyć się z tematem snów, przedmiotów, rzeczywistości, teorii i praktyki i ich wzajemnych relacji, a także wyjść w tych poszukiwaniach nieco poza sztukę. Czy ten zamysł udało się zrealizować właściwie nie wiadomo, gdyż spora część wszystkiego odbywa się, jak zwykle, w podświadomości...
Nad tym zaś unosi się, dość spontanicznie, duch Guillaume Apollinaire'a. Skąd się tu wziął – nie wiadomo. Być może, drwiąc sobie z praw chronologii, uleciał wprost z jakiegoś wiktoriańskiego seansu spirytystycznego. Bez względu jednak od jak dawna i jak bardzo wybornym jest trupem, Wilhelm Apolinary Kostrowicki stanowi wciąż żywy dowód na to, że polski surrealizm jest możliwy!
Kamila Wielebska








