Towards Confluence
Towards Confluence

Remco de Blaaij i Kamila Wielebska prezentują Towards Confluence
i zadają sobie nawzajem kilka pytań
01.09.2009.

Towards Confluence
to międzynarodowa wystawa, która powstała w wyniku współpracy HISK i Enough Room for Space (ErforS), kuratorami jej zaś byli Remco de Blaaij i Kamila Wielebska. Była to jedna z wystaw z serii CURATOR CURATOR, prezentowana w przestrzeni HISK w belgijskiej Gandawie od 6 lutego do 15 marca 2009. Dziewięciu biorących w niej udział artystów i dwóch kuratorów, wszyscy wywodzący się różnych kontekstów narodowych i politycznych, znaleźli się w jednej przestrzeni, aby przekonać się, dlaczego, kiedy i jak rzeczy spotykają się ze sobą i dlaczego niektóre pozostają na zawsze oddzielone.


Confluence – co to oznacza? Według słownika wyraz ten związany jest z przepływem, płynięciem a oznacza: miejsce, gdzie dwie lub więcej rzek łączy się razem, i może być w języku angielskim stosowany zarówno dla określenia autentycznego zlewiska, na przykład Renu i Mozeli, jak i w znaczeniu przenośnym, dla określenia na przykład „zlewiska” idei. Teraz więc jesteśmy w Belgii, w Gandawie, której nazwa, jak wierzy większość historyków, wywodzi się od celtyckiego słowa ganda, które oznacza właśnie confluence. Ale co to właściwie oznacza dla nas teraz, w tym momencie, w tej przestrzeni? Być może powinniśmy pomyśleć o Wittgensteinie: „Nie pytaj o znaczenie, pytaj o użycie”. Pragniemy zabrać was w podróż w głąb owego Zlewiska.


Towards Confluence, ulotka zaprojektowana przez Lauren Grusenmeyer, 2009

Wciąż wszystko zaczyna się od słowa, ponieważ zawsze staramy się nazwać to, co widzimy. Holenderska artystka Erica Boom próbuje – mówiąc w skrócie – odszukać słowa. Interesują ją podobieństwa, związki pomiędzy nazwami, słowami i językami. Czy szuka również jakiś uniwersalnych zasad? Miejsca „zlewisk” pojawiają się w jej pracach nieoczekiwanie... jak objawienia. Czasami wręcz trudno nam uwierzyć, że to, co ujawnia ze swoich „archiwów” jest w ogóle prawdą. Pokazuje pewne znaki, pozbawione jakichkolwiek bezpośrednich lingwistycznych objaśnień. To tylko Strumieńjęzyka [Languagestream] przepływający przez Europę. Gdzie bije źródło? I jak możemy to rozpoznać, zrozumieć? Czy naprawdę możemy się nawzajem zrozumieć? Zwłaszcza jeśli pochodzimy z różnych miejsc, innych krajów... posługujemy się odmiennymi językami. I jak powiada Wittgenstein (ten urodzony w Austrii filozof, który spędził sporą część swego życia w Anglii): „Gdybyśmy mówili innym językiem, postrzegalibyśmy nieco inny świat”.


E. Boom, Languagestream, photo by K. Wielebska

Poblemy z Innymi
„My”, „nas” – kim są „my” i kim są „oni”? I dlaczego „oni” są tacy dziwni? Używanie słowa „my” podkreśla, że „my” oznacza jaką specjalną grupę ludzi, „nas”, których czujemy się częścią. Każdy urodził się w jakimś kraju i jest skazany na czucie się jego częścią. Brzmi to dość niedorzecznie, ale spójrzcie tylko na narodowe flagi! Składają się z zaledwie kilku prostych kolorów: czerwony, niebieski, zielony, biały, czarny i żółty. Oznacza to: Polska, Holandia, Estonia, Belgia, Węgry i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej... To są „nasze” kraje, ich kolory definiują naszą narodowość i mówią tym samym coś o naszej tożsamości. Kolory miałyby zatem mówić o nas w bardzo prosty, uniwersalny sposób. Czy rzeczywiście potrafimy się odnaleźć w tej koncepcji? Grzegorz Klaman próbuje dodać coś od siebie. Stworzył nową Flagę dla III RP poprzez dodanie jeszcze jednego, czarnego pasu koloru do tradycyjnej bieli i czerwieni. Jednocześnie zauważył bardzo ważną rzecz: tym, co naprawdę buduje naszą tożsamość, jest zwyczajne życie, codzienna egzystencja. Dla estońskiej artystki Tanji Muravskaji ważna wydaje się relacja pomiędzy narodową flagą, a ciałem poszczególnego człowieka, Pozycja [Position], jaką ono wobec niej zajmuje. Co to oznacza: naród? Czy to jakaś abstrakcyjna idea? Lub może jest to organizm, składający się z wielu ludzkich istnień, z ich ciał. Tak, jak w piosence Johnny'iego Casha (słynnego Man in Black, czyli Człowieka w Czerni), śpiewającego cover U2: „We are one but we are not the same”... Jesteśmy razem, ale nie jesteśmy tacy sami.


G. Klaman, Flag for the RP III, photo by K. Wielebska


G. Klaman, Flag for the RP III, photo by © Virginie Schreyen


T.Muravskaja, Position, photo by © Virginie Schreyen

Problemy z tożsamością
Jak jednak mam rozpoznać, kim „ty” jesteś, skoro nie mam nawet pewności kim jestem „ja”? Nasza tożsamość składa się z wielu warstw. Są one jak ubrania, które możemy na siebie zakładać i zdejmować. Tak, jak w serii fotograficznej autorstwa Patrycji Orzechowskiej, zatytułowanej Odkrywanie / Zakrywanie. Czasami próbujemy tych warstw, a potem porzucamy, jak niechcianą starą odzież, która już do nas nie pasuje. Czasami też te ubrania zdają się być rodzajem więzów – niekomfortowe sytuacje, które unieruchamiają nas, jak w klatce lub więzieniu. Lecz co jest we wnętrzu – głęboko we wnętrzu Jądra ciemności? Czasami lepiej tego nie wiedzieć. Pozostawić to poza świadomością...To może być naprawdę coś przerażającego. Cóż... Być może, tak naprawdę, nie jest aż tak potworne. To tylko strach przed nieznanym.


G. Klaman, Flag for the RP III i P. Orzechowska Odkrywanie / Zakrywanie, photo by © Virginie Schreyen

Czasem możemy nawet znaleźć we wnętrzu terytorium naszych poszukiwań jakąś miłą niespodziankę, coś, z czego istnienia nie zdawaliśmy sobie nigdy sprawy. Nigdy się tego nie dowiemy, jeśli nie wyruszymy na poszukiwania. Kiedy decydujemy się na podróż, na bycie w ruchu, czy to jest właśni ten moment, w którym otwierają się przed nami różne możliwości? Holenderska artystka Tamara Dees postanowiła odbyć podróż z Gandawy do Terneuzen, kanałem łączącym to pierwsze miasto z morzem. Kanał ten został otwarty w 1827 roku. W 1899 Józef Konrad Korzeniowski, słynny angielski pisarz polskiego pochodzenia, napisał swą najbardziej cenioną książkę, która zainspirowała Tamarę Dees do zrobienia nowego filmu, pokazywanego na tej wystawie.


T. Dees, Tor Magnolia; E. Rubik Rubik's Cube, photo by K. Wielebska

Joanna Malinowska, pochodząca z Polski artystka, która mieszka i pracuje w Nowym Jorku, także zdecydowała się na długą wyprawę, której rezultatem jest film zatytułowany Umanaqtuaq. Odwiedziła ona Jimmy'iego Ekho, znanego jako Arktyczny Elvis w Iqaluit w Kanadzie. Ten folkowy wykonawca inspirował się (zmarł w 2008 roku) osobą Elvisa Presleya, lecz śpiewał w języku Inuitów. Jego styl był mieszanką charakterystycznego wizerunku Elvisa i typowego innuickiego wyglądu. Osoba, którą kreował zdaje się być zbudowana z tego, co globalne, dobrze znane i rozpoznawalne na całym świecie (nawet w tak dziwnych miejscach, jak Arktyka), i tego, co wyjątkowe, charakterystyczne dla lokalnych społeczności – ikoniczny pop image zmieszany z regionalną tradycją uświadamiają nam, że nie tylko on sam tworzył siebie, także wielu innych ludzi miało udział w kreowaniu jego postaci.


J. Malinowska, Umanaqtuaq, photo by K. Wielebska

Myślimy, że bardzo ważne jest, aby zawsze zadawać sobie samemu takie proste, naiwne pytania, jak: Kim jestem? Gdzie się znajduję? Dokąd zmierzam? A także próbować znaleźć na nie szczere odpowiedzi... Nie jest to takie proste, jak się z pozoru wydaje. Szczególnie, jeśli pamiętamy to zdanie Wittgensteina: „Filozofia nie jest teorią, ale rodzajem aktywności”.

Plac zabaw
Jak opisuje to Brian O’Doherty w swym słynnym Inside the White Cube: „Dzieło sztuki jest odizolowane od wszystkiego, co mogłoby umniejszyć jego własną ocenę samego siebie. [...] Wręcz przeciwnie, rzeczy stają się sztuką w przestrzeni, gdzie wpływowe idee z nią związane skupiają się na nich. [...] Modernistyczne przeniesienie percepcji z życia ku wartościom formalnym zostaje zrealizowane. Jest to, rzecz jasna, jedna ze śmiertelnych chorób modernizmu”. Porównywał on galerię sztuki, wraz z jej zasadami i problemami, do średniowiecznego kościoła. To, co próbujemy teraz zrobić, to wskazać na kilka warstw, które mogłyby „powiedzieć” coś nie tylko na temat sztuki... Kiedy zbliżamy się do budynku, w którym znajduje się wystawa, z zewnątrz wydaje się on dość oficjalny. Co znajduje się w środku? Próbujemy to ożywić – nie po to, aby konkurować z rzeczywistością, ale po to, aby zbudować z nią połczenie. To, co oficjalne i nieoficjalne. W środku i na zewnątrz. Być moż jest to bardziej skomplikowane, składające się z większej ilości warstw i znaczeń, niż przypuszczaliśmy? A może... to wszystko jest ze sobą zupełnie wymieszane, zamienione w nierozłączną hybrydę, bestię Zlewiska. O’Doherty naprawdę nie odkrywa Ameryki, kiedy pisze: „Prace są montowane, wieszane, rozmieszczane, aby je studiować”. Spoko. Ale my chcemy grać!


E. Rubik Rubik's Cube, photo by © Virginie Schreyen


E. Rubik Rubik's Cube, photo by © Virginie Schreyen

Ernő Rubik, węgierski rzeźbiarz i profesor architektury, stworzył swoją Kostkę w 1974 roku. Rubik sprzedał licencję na produkcję tej układanki, nazwanej najpierw Magiczną Kostką, firmie Ideal Toys w 1980 roku i szybko stała się ona jednym z najbardziej znanych przedmiotów na świecie. Naszym zdaniem jest to dość oczywiste – kostka była i jest nadal tak popularna w wielu krajach, przekraczając ich granice, w Europie podzielonej na „Wschód” i „Zachód”, gdzie stała się hitem po obu stronach Żelaznej Kurtyny. Kiedy byliśmy dziećmi, wszyscy mieliśmy Kostkę Rubika w domach, próbując po obu „stronach” rozwiązać tę samą układankę... W 1989 roku Mur Berliński został zburzony. Teaz, dwadzieścia lat później, przedstawiciele tego pokolenia, ludzie pochodzący z miejsc, dla których rok 1989 miał różne konsekwencje, znajdują się w tej samej przestrzeni, na terytorium, które jest dla nas zarówno znajome, jak i nieznajome. Co to oznacza, lub – co ważniejsze – co możemy z tym zrobić? Jakie związki wpływów i odziaływań przyniesiemy ze sobą z naszych poszczególnych i różnych źródeł. Na pewno wszyscy znamy Kostkę Rubika. Ale czy jest to obiekt sztuki, czy też zwykły przedmiot? Jaka jest różnica między tymi kategoriami? Czy jakiś obiekt może być zarazem jednym i drugim? A może musimy wybrać tylko jedną możliwość? A co jeśli włożymy Kostkę Rubika do szklanej muzealnej gabloty, zapewniając, że jest to dzieło sztuki i odcinając ją od dopływu świeżego powietrza? Kostka Rubika jest – podobnie jak przestrzeń, w której żyjemy – żywym stworzeniem, zwierzęciem Zlewiska.


Æ (Ramon Hulspas & Erik Vermeulen), The World Filled with Stuff, Installation nr 5 and P.Orzechowska Uncovering / Covering, photo by K. Wielebska

Brian O’Doherty w swojej słynnej książce wspomina także Merzbau, dziwną pracę Kurta Schwittersa, niemieckiego artysty, który spędził wiele lat na wygnaniu: „Merzbau był trudniejszą, bardziej tajemniczą pracą, niż objawiają to dostępne nam fotografie. Narastał w pracowni – jako przestrzeń, surowce, artysta i proces. Przestrzeń rozciągała się (górne piętro, dolne piętro), tak samo czas (około 13 lat). Ta praca nie może być zapamiętana jako statyczna, jak to wygląda na fotografiach. W obrębie dostępnego miejsca był to mutujący się, polifoniczny konstrukt o wielorakich motywach, funkcjach i koncepcjach przestrzeni i sztuki”. Nieustający projekt Świat wypełniony rzeczami [The World Filled with Stuff] autorstwa Æ, czyli Ramona Hulspasa & Erika Vermeulena z Holandii jest przypadkowym wyborem rzeczy przenoszonych z budynku do budynku, z miejsca na miejsce. Jak mówią o nim: „Pewnego razu zaczęliśmy to dokumentować, przyjęło to formę abstrakcyjnego życia, przechodzącego przez różne fazy, przyjmującego różne kształty zależnie od zmieniających się sytuacji i kontekstów”. A więc wygląda na to, że mamy tu także do czynienia z żywą istotą: praca w procesie, niekończąca się historia. My, podobnie jak i sami artyści, nie wiemy tak naprawdę, co wydarzy się w przestrzeni, jeśli w ogóle możemy mówić o jakimś rezultacie. Wykorzystujemy tę okazję, żeby dać się zaskoczyć dziecinną odpowiedzialnością za dobrą zabawę. I jest to śmiertelnie poważne.


Æ (Ramon Hulspas & Erik Vermeulen), The World Filled with Stuff, Installation nr 5, photo by K. Wielebska

A więc jesteśmy teraz w „jednym” miejscu i próbujemy komunikować się w „jednym” języku. Oto Zlewisko. Czy możemy odkryć jakieś uniwersalne reguły? A może to bałagan, miejsce, gdzie rzeczy mieszają się ze sobą zupełnie, mityczna wieża Babel? Czy jest to możliwe, aby poszukiwanie tożsamości było rodzajem kary, a my zawsze będziemy marzyć o pierwotnej, niewinnej jedności, która utraciliśmy? Wygląda na to, że tak do końca nie możemy się nawzajem zrozumieć.


Æ (Ramon Hulspas & Erik Vermeulen), The World Filled with Stuff, Installation nr 5 and P.Orzechowska Uncovering / Covering, photo by K. Wielebska


Æ (Ramon Hulspas & Erik Vermeulen), The World Filled with Stuff, Installation nr 5 and P.Orzechowska Uncovering / Covering, photo by K. Wielebska

Lecz czy są jakieś granice w miejscu Zlewiska? „O czym nie można mówić, o tym trzeba milczeć”. Tak, Wittgenstein miał (całkiem ironicznie) rację. Ale czy mówienie jest jedynym sposobem ekspresji? Albo tym najważniejszym? Albo nawet najbardziej uniwersalnym? Podstawowym? Nie jesteśmy tego pewni. Kiedyś poszliśmy razem do kina. To był amerykański film zatytułowany In Search of a Midnight Kiss, którego twórca Alex Holdridge jest niezależnym reżyserem z Los Angeles. Ktoś opisał go jako „bardzo, bardzo zabawny”. Tak więc śmialiśmy się razem bardzo głośno i w tym samych momentach. Czy to naprawdę możliwe, abyśmy byli tacy sami? Lub może po prostu posiadamy coś, co nas łączy, co pozwala nam czasami czuć to samo, widzieć świat w bardzo podobny sposób... Nawet jeśli mieszkamy w Los Angeles, w Kalifornii.


Tłumaczenie na język polski Kamila Wielebska


Towards Confluence, HISK, 2009, photo by © Virginie Schreyen


i zadają sobie nawzajem kilka pytań...


Kamila Wielebska: Towards Confluence – co jest tu dla Ciebie najważniejsze? Pewne idee? Prace? Może coś innego?
Remco de Blaaij: Myślę, że jest więcej ważnych rzeczy, jeśli byłaby tylko jedna, mógłbym poważnie zwątpić w całą ideę owego zlewiska. W tytule Towards Confluence zawiera się możliwość dwóch sposobów jego interpretacji. Z jednej strony jest Towards [czyli słowo określające ruch na przód, do, ku, na, w kierunku czegoś – K.W.], rozumiane jako zwrócenie się do nowych filozoficznych idei, z drugiej zaś strony jest Confluence [czyli zlewisko, będące w języku ang. zarówno zlewiskiem dwóch rzek, jak i bardziej metaforycznym, np. zlewiskiem idei – K.W.], ten punkt, w którym idee mieszają się ze sobą. To fenomen bardzo interesujący dla poszukiwań na różnych poziomach. My zrobiliśmy wystawę o tym właśnie momencie, że tak powiem, ale także zaprosiliśmy ludzi, którzy, jak nam się wydawało, mogliby z tą ideą zlewiska coś zrobić, w tym sensie jest to dość proste.

Dla mnie więc, ani prace, ani wystawa nie są ważne same dla siebie, ale pomagają mi, i, mam nadzieję innym, w zrozumieniu idei zlewiska poprzez pryzmat możliwości dostarczanych przez sztukę. Zaproszenie artystów i wspólna praca w obszarze interesujących nas tematów, jest jednym z głównych czynników rozbudzających ciekawość i ukazujących potencjał przestrzeni publicznej. A także moment, który jest kluczowy dla zrozumienia, ponieważ to właśnie tu możemy rozpowszechniać nową wiedzę. W naszej pracy przestrzeń publiczna i odpowiedzialność za nią jest istotnym składnikiem i paliwem napędowym dla naszych myśli i działań, lub przynajmniej, tak chciałbym to widzieć, próbą wzbudzenia w nas troski o to, jak i gdzie działać, kiedy prezentujemy naszą wiedzę. To miejsce prezentacji, scena, na której wystawiamy, jest dla mnie miejscem współpracy, tak, jak wyjaśniłem wcześniej, nie może być przemierzana samotnie. Poszczególne, indywidualne znaczenia należą do artysty, kuratora lub piszącego o sztuce i same nie znajdują się w świetle jupiterów. To raczej wiedza i doświadczenie, które chcemy dzielić, mają swój wkład we wspólną przestrzeń, ową scenę.

Scena ta jest jedynym miejscem, które oferuje nam pełen dostęp do wymiany wiedzy i jeśli dzieje się to publicznie, dodana jest kolejna warstwa. Pokazywanie czegoś na wystawie jest dość bezużytecznym wysiłkiem, jeśli nie wiemy, dlaczego to robimy lub jeśli nie możemy dzięki temu dotrzeć do naszej własnej wyobraźni.

Tak więc to wyobraźnia, wraz ze wzajemną wymianą wiedzy jest jednym z kluczowych elementów, które powinniśmy brać pod uwagę, szczególnie jeśli poszukujesz sytuacji, w której wydawałoby się różne interpretacje spotykają się ze sobą.

Kamila Wielebska: Czy naprawdę możemy się nawzajem zrozumieć?
Remco de Blaaij: Kwestia confluence, zlewiska jest oczywiście dość ogólnym pytaniem, zarówno jeśli mówimy o dwóch rzekach płynących razem, jak i o różnych narodowych tożsamościach posiadanych przez jedną osobę. Myślę, że szczególnie staraliśmy się zrozumieć ten poziom konstrukcji tożsamości, co było spowodowane przez nasze własne doświadczenia, pochodzące z odrębnych stref Europy, wschodniej i zachodniej. Zrozumienie się nawzajem zaczyna się, podobnie jak w przypadku spraw związanych z imigracją, od języka. To klasyczny przykład „bycia zagubionym podczas tłumaczenia”, kiedy nie mówi się wspólnym językiem. Ten język oczywiście nie musi być koniecznie językiem narodowym, dopóki mamy jeszcze inne sposoby komunikacji; język wizualny jest bez wątpienia jedną z takich możliwości.

We współczesnym społeczeństwie mnóstwo ludzi uświadamia sobie owo „zagubienie podczas tłumaczenia”, moim zdaniem, wtedy, kiedy teoria przechodzi w praktykę na ich własnym podwórku. Kwestia imigracji jest być może najlepszym tu przykładem i skupia na sobie wiele uwagi w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat. Widzieliśmy, jak powstały i upadły Żelazna Kurtyna i Mur Berliński, a także wzrost potrzeby stabilizacji europejskiej sytuacji politycznej i społecznej. Proces włączania i wyłączania w obręb narodowych granic był i jest częścią tego procesu. Jest to niejasne, dlaczego szczególne momenty poczucia tej niepewności pojawiają się, oraz dlaczego wydaje się, że nie ma tutaj niezbędnych narzędzi, aby się tym zająć. Zamiast rozmawiać na temat konieczności istnienia sfery politycznej i analizowania jej możliwości, opowiadałbym się mocno za rozwijaniem artystycznych procesów, jako wkładu w rozumienie niejasności otaczających nas pojęć związanych z imigracją i przekształcającymi się tożsamościami. Takie złożone sytuacje pojawiają się powszechnie od lat pięćdziesiątych i oddźwięk na nie konieczny jest nie tylko w sferze polityki. Być może sztuka potrafi dostarczyć odpowiednich narzędzi dla zbudowania połączeń pomiędzy przepaściami istniejącymi w społeczeństwie i zaoferować wyobrażalne perspektywy dające możliwość rozważenia tych zmian zachodzących w naszych czasach. Rezultaty globalizacji są oczywiście w tym sensie – i procesy artystyczne rozpoznają to – bardzo interesującą kwestią, ponieważ tam, gdzie globalizacja pojawia się w powszechnym tego słowa znaczeniu, istnieją zawsze indywidualne i złożone przypadki, które nie mieszczą się w tym mainstreamowym rozumieniu. Te przykłady powinny być badane, aby choć trochę zrozumieć, dlaczego sięgnęliśmy po globalne rozwiązania, wywierające swój wpływ na społeczeństwo. To są aspekty najbardziej związane z pojęciami tożsamości i nacjonalizmu, które pozwalają nam spojrzeć na mobilność ludzi i imigrację. Fizycznie granice w Europie zniknęły, równocześnie rzeczywiste spotkania zostały zastąpione przez wypełnione emocjami spotkania wirtualne. Wirtualność zaś, która może być dostępna poprzez wyobraźnię i może zostać przywrócona realności dzięki sztuce, staje się bardzo przydatnym narzędziem dla zrozumienia się nawzajem, być może nawet jedynym, które pozostało.

Remco de Blaaij: Jeśli miałabyś opisać pojęcie dążenia ku czemuś, zbliżania się, jak widziałabyś jego realizację w swej własnej praktyce?
Kamila Wielebska: Pojęcie zbliżania się jest dość ważne dla mnie nie tylko w sztuce. Rozumiem „zmierzanie ku czemuś” jako pewien proces niezbędny, kiedy chcemy coś osiągnąć, zrozumieć coś, przenieść nasz sposób myślenia w inny wymiar – innymi słowy, dla mnie jest to podstawowy proces dla wszelkiej aktywności. Podstawą „zmierzania w kierunku czegoś” jest bycie otwartym na zmiany. Brzmi to prosto, lecz w praktyce jest dość trudne. W rzeczywistości jest to rodzaj eksperymentu, opierającego się na magicznej formule: „Pozwól energii płynąć”. Jest to dość wszechobecna reguła... Jeśli pytasz mnie o moją praktykę zawodową, chciałabym powiedzieć o dwóch rodzajach swej aktywności. Pisanie, a w szczególności pisanie o sztuce jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. Zawsze staram się traktować to jako eksperyment, nie bać się testować nowych rzeczy, ale otwierać się na zmiany. Mogę powiedzieć, że pisanie jest dla mnie czymś w rodzaju niekończącej się opowieści. Ale nie oznacza to jednak, że istnieje coś takiego, jak „perfekcyjny tekst”. Za każdym razem staram się napisać najlepszy tekst dla danego momentu. Życie zmienia się, a więc teksty powinny podążać wraz z prądem.

Kolejny rodzaj działalności, robienie wystaw, jest bardziej skomplikowane, ponieważ wiąże się z pracą z innymi ludźmi. Jako kuratorka jestem niezależna, nie jestem związana na dłużej z żadną instytucją. Myślę, że taką postawę możemy nazwać także rodzajem eksperymentu. Kiedy działasz w ten sposób, powinieneś być szczególnie otwarty na zmiany, a także na momenty wahania i niepewności w różnym tego słowa znaczeniu. Tak więc dryfuję z jednego miejsca do następnego, aby rozprzestrzeniać pewne idee, energię i aby zadać kilka pytań. Niczym średniowieczny minstrel... (śmiech).

Remco de Blaaij: Jak zauważyliśmy, w Kostce Rubika łączą się se sobą razem różne elementy. Gry, dizajn, a nawet pewne społeczne idee znajdują się w produkcie przygotowanym z myślą o dużej publiczności. Czy myślisz, że wynalezienie kostki i sposób, w jaki podbiła świat z powodu swojej wyszukanej formy i efektowności może być wzorem dla współczesnej praktyki kuratorskiej jeśli chodzi o jakże pożądane zapewnienie odbioru? I czy wciąż jeszcze możemy mówić o Wschodzie i Zachodzie?
Kamila Wielebska: Myślę, że Kostka Rubika jest wyjątkowym fenomenem. Jest bardzo złożona i bardzo prosta zarazem. Jest jak poezja. A jest to raczej niemożliwe, aby z poezji uczynić prawo, aby stworzyć z niej jakieś zasady. Ale oczywiście, możemy się jej dać zainspirować...

Myslę, że Zachód i Wschód (pomijając fakt, że Kostka Rubika i jeszcze kilka innych rzeczy rozprzestrzeniło się na całym świecie) ciągle istnieją. Widzę dwa główne powody. Po pierwsze, my (to znaczy Europa Wschodnia) wciąż nie czujemy, że nasza rzeczywistość to już „zupełny Zachód”. Postaraj się sobie wyobrazić tę sytuację: czekaliśmy na nadejście Zachodu tak długo, a teraz czujemy się trochę rozczarowani. Czy to jest Zachód? Może to jeszcze nie to? A może Zachód tak naprawdę istniał zawsze tylko w marzeniach ludzi ze Wschodu? Inną rzeczą są nasze doświadczenia, nasza pamięć, bagaż, który dźwigamy. Powinniśmy mówić o Wschodzie i Zachodzie do czasu aż nie umrze ostatnia osoba urodzona przed 1989 rokiem.

Remco de Blaaij: Biorąc pod uwagę zagadnienie formowania się tożsamości, widoczne, jak zauważyliśmy, w większości prac pokazywanych podczas wystawy Towards Confluence, co dla Ciebie jest najważniejszym odkryciem?
Kamila Wielebska: Może nie nazwałabym tego odkryciem, to była raczej możliwość, aby ujrzeć te sprawy w praktyce. Mam na myśli zagadnienia, opisane przez nas w tekście kuratorskim przed otwarciem wystawy, gdzie skupiliśmy uwagę na wielokrotnych warstwach kształtujących naszą tożsamość. Dlatego też staraliśmy się wraz z artystami zbudować w przestrzeni strukturę opartą na tych przesłankach – nie jednorodną, a odkrywającą różne warstwy jednocześnie. W ten sposób struktura ta mogła być widziana z wielu punktów widzenia. Mieliśmy jednak również plan, aby spędzić trochę czasu przed otwarciem wystawy z wszystkimi artystami i to się wydarzyło. Prawie wszyscy byli tam, w HISK i myślę, że to „międzynarodowe spotkanie” było naprawdę bezcenną częścią naszej kuratorskiej praktyki.

Remco de Blaaij: W jaki sposób owe elementy gry, wspominane również w naszym tekście mogą lub powinny być częścią tego, co robisz?
Kamila Wielebska: Gry służą do grania. Tak więc w mojej pracy chciałabym za pomocą takich elementów prowokować sytuacje interakcji z ludźmi, wciągając ich w to, co w mojej opinii jest znaczące lub wartościowe. Sposób użycia elementów gry zależy oczywiście od poszczególnej sytuacji. Wierzę, że sztuka jest dobrym „miejscem” do rozpoczęcia współdziałania z ludźmi, ponieważ podczas kontaktu ze sztuką są oni zazwyczaj bardziej otwarci, niż w innych, codziennych sytuacjach. To dlatego właśnie tak często ludzie próbują podrywać się nawzajem w miejscach takich jak galerie sztuki...

Remco de Blaaij: Jakie doświadczenie zdobyłaś podczas pracy w innym kraju?
Kamila Wielebska: Wszystko zależy od ludzi, nie od terytorium leżącego w jakiś granicach. Jest oczywiście trochę stereotypów, które w dodatku czasem działają. To była moja trzecia wystawa i każda z nich była zupełnie inną historią: inne miejsce, inni ludzie, nowe problemy, idee, przestrzeń galerii, przestrzeń publiczna... Tak więc za każdym razem czułam się w pewien sposób jak obcokrajowiec. Jakbym robiła eksperyment. Ale jest jeszcze ten „bagaż”, o którym wspomniałam wcześniej, więc myślę, że tym razem dość naturalne było porównywanie „zachodnich” i „wschodnich” ludzi w wielu nieturystycznych sytuacjach i mam liczne obserwacje poczynione w tym kontekście. To byłoby raczej trudne opowiedzieć Ci o nich w zaledwie kilku słowach. Niektóre rzeczy są oczywiście uniwersalne i pojawiają się wszędzie.


Gdynia-Eindhoven, lipiec-sierpień 2009

laznia.pl